Żegnamy się z Harveyem

(15 września 2017 r.)

Teksańczycy są bardzo przyjaźni i „Zbyt dumni z siebie”, jak powiedziała nam kobieta z Raos Bakery po bardzo szczerym podziękowaniu.

Siedząc na lotnisku Austin-Bergstrom, 13 członków 128. Mobilnego Oddziału Spraw Publicznych będzie w domu w Utah w ciągu kilku godzin. Zmobilizowano nas tydzień po uderzeniu Harveya. Myśleliśmy, że będzie to dobrowolne. Nie było.

Po usunięciu kurzu spowodowanego zakłóceniami w naszym życiu, znaleźliśmy się w Austin, w siedzibie Departamentu Wojskowego Teksasu. W obliczu spustoszenia Harveya trudno być zdenerwowanym z powodu konieczności zostawiania pracy, rodzin i domów – tak trudne – kiedy te rzeczy są nadal nienaruszone.

Tak jak jestem podekscytowany powrotem do domu, już patrzę wstecz z sentymentem. To była wspaniała okazja dla mnie i dla jednostki. Chociaż nie udało nam się pogodzić z poszkodowanymi, widzieliśmy wiele osób w trakcie odbijania i wdzięcznych za pomoc oferowaną między innymi przez wojsko.

Wiele wspomnień związanych z grillowaniem. Jedzenie było ogólnie fantastyczne, przynajmniej według oceny satysfakcji armii. Niestety, w Teksasie pozostawiliśmy 10 przypadków MRE. Może znajdą dom. Jedzenie w Ford Park – gigantycznym obozie FEMA, w którym przebywaliśmy przez większość czasu, zostało dostarczone przez grupę cateringową zatrudnioną przez FEMA.

Zapamiętam pokoje do spania też, bo arena, na której spaliśmy, zmroziła mnie. Trzeciej nocy musiałem przenieść się do naszego biura, gdzie temperatura i poziom hałasu spadły do ​​średniej.

Przypomnę sobie fryzurę, którą zrobiłem w Beaumont. Jeździliśmy po okolicy, szukając fryzjera, ale nie znając okolic, do których dotarliśmy, styliści mieli niewielkie doświadczenie w strzyżeniu naszych włosów, jeśli złapiesz mój dryf. Kiedy wkroczyło czterech białych żołnierzy z Utah, mniej więcej w tym samym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że to pomyłka. Ale wszyscy byli zbyt uprzejmi, żeby to wskazać; dobry dżentelmen zapłacił za nasze cięcia i spotkaliśmy innego, którego syn grał w futbolu Utah.

Pamiętam mecz Utah-BYU, który kilku z nas oglądało w kaplicy Beaumont 6th Ward. Kilku ludzi z LDS zorganizowało transmisję, ponieważ przyjechali z Luizjany, aby pomóc w odbudowie huraganu. „Pomocne ręce” lub jakaś taka grupa. Byliśmy jedynymi obecnymi fanami Ute, ale skończyło się na tym, że przewyższyliśmy ich liczebnie.

Dobrze pamiętam czas, podczas pierwszych kilku nocy w Beaumont, kiedy robiliśmy walkę o zaopatrzenie w Wal-Mart . Dzielnica handlowa była niesamowicie pusta do 21:00, mimo że sklepy wskazywały godziny otwarcia do dziesiątej. Zatrzymaliśmy się pod wejściem do Wal-Martu, gdzie dwóch pracowników rozmawiało. „Zamknęliśmy!” – powiedział młody człowiek z grubym miejskim akcentem. „Zamknąłeś?”, Odpowiedziała SFC Houston, przypadkowo naśladując dialekt. Widząc nasze mundury, pracownicy powiedzieli, że wpuszczą nas na zakupy, więc zaopatrzyliśmy się w pustym Wal-Mart.

Będę pamiętał wszystkie czasy, kiedy ktoś płacił za nasze napoje lub nasze posiłek albo okulary przeciwsłoneczne, jak kierownik sklepu spożywczego, w którym zatrzymaliśmy się w drodze do Galveston. Zapamiętam wizytę w mieście Stowell. Będę pamiętał wywiad z CSM Texas National Guard i zdobycie jego monety.

Co ważne, będę pamiętał wspaniałą pracę wykonaną przez mój zespół. Z satysfakcją patrzyłem, jak odpowiadają na wezwanie bez narzekania, aby wyruszyć na misję (nie żebyśmy mieli duży wybór). Pracowali 12–16 godzin dziennie, przekazując żołnierzom, ich rodzinom i szerszej publiczności cywilnej ważne informacje o tym, co robi Teksańska Gwardia Narodowa, aby pomóc innym wrócić do normalnego życia. Przez kilka tygodni stawiają innych przed sobą, mimo że mieli obowiązki rodzinne, zawodowe i szkolne, które mogły ich rozpraszać. Jestem z nich dumny.

Ale najlepsze wspomnienia, jakie mam, to wszystkie podziękowania, które otrzymaliśmy. Nasz czas tutaj był elegancko przerywany, kiedy kobieta obudziła się dziś rano i przyszła do holu La Quinta, w którym nocowaliśmy. Ze łzami w oczach podziękowała nam (w zastępstwie wszystkich Gwardii Narodowej) za przybycie w ślad za wodami powodziowymi, aby dać jej i jej sąsiadom „wzrost morale”. „Byliśmy naprawdę zniechęceni i włożyłeś wiatr w nasze żagle” – powiedziała.

Wszystko było tego warte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *